Wasze historie – wywiad z Zygmuntem Bielińskim OAM

Last Updated on

Z cyklu Wasze historie przedstawiamy wywiad z Zygmuntem Bielińskim OAM, Prezesem Stowarzyszenia Polaków Wschodnich Dzielnic Melbourne, działaczem Domu Polskiego SYRENA w Rowville, społecznikiem wiktoriańskiej Polonii.

Portal Polonii [PP]: Kiedy przyjechał Pan do Australii i jakie były okoliczności Pana przyjazdu na Antypody?

Zygmunt Bieliński [ZB]: Do Australii przyjechałem w październiku 1979 roku, czyli przeszło 40 lat temu. Ogólnie miałem wiele szczęścia, bo gdy pracowałem w Polskich Liniach Lotniczych LOT we Wrocławiu poznałem pewną dziewczynę. Irena, bo tak się nazywała, była Polką urodzoną w Anglii, której rodzice wyemigrowali do Australii w latach 60-tych. Przyjechała do Polski uczyć się języka polskiego na Uniwersytecie Jagielońskim w Krakowie. Poznaliśmy się w marcu 1979, a kilka miesięcy później wzięliśmy ślub. I niedługo potem przylecieliśmy do Australii. Mój proces migracyjny był dość prosty, bo przyjechałam do Australii na zasadzie łączenia rodzin.

Mój Wrocław (2018)

PP: Czy od razu przyjechał Pan do Wiktorii czy mieszkał Pan też w innych miejscach Australii?

ZB: Od początku mieszkałem w okolicach Melbourne. Jedynie co jakiś czas przeprowadzałem się do innej dzielnicy. Przez te 40 lat mieszkałem w sześciu miejscach, z których zawsze niedaleko było do zatoki.

PP: Czym zajmował się Pan po przyjeździe do Australii? Czy łatwo było znaleźć pracę?

ZB: Myślę, że całkiem dużo ludzi, podobnie jak ja, przyjechało do Australii bez znajomości języka. I to stanowiło największą trudność. Byliśmy za to bardzo ambitni i pełni zapału do pracy. Pracodawcy starali się wspierać pracowników, nie dyskwalifikowali ich ze względu na słabszą znajomość języka angielskiego. Na naukę języka niestety często brakowało czasu, chociaż rząd oferował kursy. Pracowało się po sześć dni w tygodniu, aby w miarę szybko nabrać stabilności finansowej.

Na początku pracowałem w fabryce aluminium. Po półtora roku zacząłem pracę w drukarni – z wykształcenia bowiem jestem poligrafem i ta praca bardziej mi odpowiadała. Wiele lat później zdecydowałem się otworzyć własny biznes.

PP: A jak się żyło w tamtych czasach?

ZB: Ogólnie dobrze. Pomimo tego, że zarobki były niższe, łatwiej było zarobić na dom. Po 2,5-3 latach pracy można było odłożyć na zakup nieruchomości. Nie było też problemów z wzięciem kredytu, jeśli okazało się dokument potwierdzający zatrudnienie.

PP: Czy na jakimś etapie emigracji myślał Pan o powrocie do Polski?

ZB: Tak, myśleliśmy o tym kilka razy. Jednak nie zdecydowaliśmy się na ten krok. W 1984 roku pojechaliśmy do Polski nawet na pół roku, ale Polska nie chciała nam przedłużyć wizy na dłuższy pobyt w Polsce i wróciliśmy. Od wielu lat wiem jednak, że Australia to miejsce dla mnie i moich dzieci i to jest moja druga ojczyzna.

Wenecja 2018
Sylwester 2019 na statku do Nowej Zelandii

PP: Działalność w Domu Polskim SYRENA zaczął Pan pod koniec lat 90-tych. Skąd pomysł na zaangażowanie się w pracę społeczną?

ZB: Jak dobrze pamiętam to zawsze byłem w coś zaangażowany. W szkole średniej byłem Wiceprzewodniczącym Samorządu Szkolnego i Przedwodniczącym Samorządu Klasowego. Należałem też do harcerstwa i byłem szkolnym fotografem. Chyba bycie społecznikiem mam we krwi.

Ogólnie Dom Polski SYRENA zawsze był obecny w naszym życiu rodzinnym, nie tylko dzięki opowieściom moich teściów. Pomagaliśmy przy organizowaniu uroczystości (moi synowie do tej chwili pomagają przy organizowaniu większych imprez). Przed ubieganiem się o prezesurę byłem przez 4 lata członkiem Zarządu Stowarzyszenia. Pozwoliło mi to poznać Stowarzyszenie. Zrozumieć jego strukturę, działania i wyzwania jakie przed nim stoją.

Historia Stowarzyszenia Polaków Wschodnich Dzielnic Melbourne

Jubileusz 30-lecia Stowarzyszenia

PP: Czy wcześniej (w latach 80-/90-tych) bywał Pan w SYRENIE?

ZB: Tak, bywałem w SYRENIE zanim jeszcze zaangażowałem się w działalność klubową. Moi teściowie przez 15 lat byli aktywnymi działaczami w SYRENIE. Ich nazwiska można odnaleźć na tablicy upamiętniającej osoby zasłużone dla SYRENY. Często zabierali do SYRENY swoich wnuków, a moich synów, Mirka i Julka.

Z synami Mirkiem i Julkiem i moją partnerką Teresą

PP: Jakie aktywności/imprezy organizowano w tamtych latach, a jakie organizuje się obecnie?

ZB: Dom Polski SYRENA od samego początku organizował imprezy takie jak: Walentynki (luty), Bal Matki (maj), Bal zimowy (czerwiec), Bal Ojca (wrzesień), Andrzejki (listopad), Targi Polskie (grudzień) i Sylwester (grudzień). Na balach organizowanych z okazji Dnia Matki i Dnia Ojca wybierani są spośród działaczy Klubu Matka Roku i Ojciec Roku.

W ciągu tygodnia w SYRENIE odbywają się zajęcia Ośrodków Zajęć Dziennych, spotkania Klubu Seniora w Rowville (największego Klubu Seniora w Melbourne) oraz próby zespołu ŁOWICZ i ŁOWICZAKÓW.

Moje wnuczki. Wszystkie tańczą w Łowiczakach

W soboty działa Polska Szkoła Sobotnia im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. W niedzielę zaś, otwarty jest bar i restauracja, która serwuje doskonałe polskie potrawy.

Często gościmy też w progach SYRENY mniejsze lub większe imprezy okolicznościowe, które odbywają się w soboty.

PP: Jak funkcjonuje Dom Polski SYRENA?

ZB: Oprócz udostępniania pomieszczeń na zajęcia i aktywności wymienionych już grup polonijnych oraz organizowania cyklicznych imprez, Dom Polski SYRENA prowadzi szereg działań mających na celu pozyskanie środków finansowych na przeprowadzanie prac modernizacyjnych w obiekcie i pokrycie bieżących zobowiązań/rachunków. Wynajem sal na prywatne imprezy, obroty z baru i restauracji oraz otrzymane granty rządowe to główne źródła dochodu SYRENY. W latach mojej prezesury (2006-2018) Zarządowi udało się wypracować aż 650 000 dolarów australijskich, dzięki którym przeprowadziliśmy szereg potrzebnych inwestycji takich jak: zbudowanie nowej biblioteki, dodatkowego budynku dla szkoły i nowego parkingu, nowego placu zabaw dla dzieci z bezpiecznym ogrodzeniem; zainstalowanie nowych zasłon i kotar na scenie na dużej sali; położenie nowych podłóg w większości budynku; zakupienie nowego sprzętu do kuchni; wymianienie okien i automatycznych drzwi wejściowych; podłączenie się do miejskiego systemu kanalizacji; przeprowadzenie remontu toalet; naprawienie dachu; wymienienie rynien wraz odnowieniem fasady budynku; postawienie nowego shedu; oraz zainstalowanie profesjonalnej klimatyzacji.

Nowy Zarząd Stowarzyszenia został wybrany w marcu br. Jako cel nadrzędny postawiliśmy sobie opracowanie nowej konstytucji Stowarzyszenia, która chroniłaby Dom Polski przed próbami jego sprzeniewierzenia jak to się już stało w innej polskiej organizacji. Pragniemy, aby SYRENA mogła służyć przyszłym pokoleniom Polaków mieszkających w Melbourne.

PP: Jak liczny jest zespół współpracowników?

ZB: W Zarządzie Stowarzyszenia Polaków Wschodnich Dzielnic Melbourne, w którego skład wchodzą Prezydium, Zarząd i Komisja Rewizyjna, jest 18 osób. Zaś samo Stowarzyszenie liczy 182 członków, w tym 22 honorowych członków.

W każdą środę w ramach working bee, przychodzi ośmiu wolontariuszy, którzy pomagają przy pracach porządkowych w ośrodku i na terenie. Są też osoby z polskiej społeczności, które wspomagają nas przy pracach specjalistycznych (np. montażowych, elektrycznych itd.). Małgorzata Moszczyńska redaguje pojawiający się co dwa miesiące biuletyn Stowarzyszenia.

Sukces całego Klubu w Rowville to efekt pracy i zaangażowania wielu osób. Jestem zaszczycony, że mogłem i mogę pracować z tak oddanymi ludźmi, dla których praca społeczna jest tak samo ważna jak dla mnie. Dziękuję każdemu z osobna i wszystkich razem za ich pracę.

PP: Kto i w jaki sposób może zaangażować się w działania Domu Polskiego SYRENA?

ZB: Jesteśmy otwarci na każdego, kto chciałaby wspomóc nasz polski ośrodek swoimi umiejętnościami np. specjalistycznymi-naprawczymi, umięjętnościami pisania grantów. W każdą niedzielę, w godzinach otwarcia SYRENY, mamy dyżurną osobę z Zarządu, która chętnie porozmawia o formach współpracy. Zapraszam też do kontaktu ze mną.

Zapraszam również do zostania członkiem Stowarzyszenia. Poznanie z bliska pracy i działalności Stowarzyszenia oraz zaangażowanie się w te działania pozwoli z jednej strony wykorzystać drzemiący entuzjazm do pracy społecznej, z drugiej strony wzmocni Stowarzyszenie i pozwoli mu dalej rozwijać się dzięki nowym pomysłom i nowej energii.

PP: Jest Pan laureatem wielu wyróżnień za swoją pracę społeczną. Czym dla Pana są te wyróżnienia?

ZB: Nagrody i wyróżnienia są oczywiście bardzo miłe i dają pewnego rodzaju satysfakcję. Jednak dla mnie największą nagrodą za moją pracę na rzecz Polonii wiktoriańskiej jest uśmiech, zadowolenie i wdzięczność ludzi. To buduje i motywuje do dalszej pracy.

Odznaczenie OAM u gubernatora (2019)
Od lewej: Krzysztof Łańcucki AM, dr Sylwia Gręda-Bogusz OAM, Zygmunt Bieliński OAM, Zbigniew Zerger OAM i ks. Stanisław Wrona

PP: Proszę powiedzieć tak z własnego doświadczenia, czy trudno jest pogodzić życie zawodowe/prywatne z pracą społeczną?

ZB: Nie jest łatwo. Może to powiedzieć każda osoba zaangażowana w działalność wolontaryjną/społeczną. Na pewno pomaga w tym bycie niezależnym finansowo, posiadanie czasu wolnego i umiejętności organizacyjno-komunikacyjnych. Nie można pracować społecznie kosztem swojej rodziny (czasami tak bywa, że społecznicy za bardzo angażują się w swoją pracę). Równowaga w życiu jest potrzebna.

Z Prezydentem Polski Andrzejem Dudą (sierpień 2018)

PP: W Australii mieszka Pan już ponad 40 lat. Jak przez ten czas zmieniła się Polonia?

ZB: Każde pokolenie jest inne i ma inne potrzeby. Polska emigracja lat 50./60. była sobie bliższa, bo łączyła ich tęsknota za krajem, utrudniony kontakt z bliskimi, którzy zostali w kraju, brak znajomości języka. Domy Polskie, które zakładali pielęgnowały i pielęgnują do dzisiaj polską kulturę i polskie tradycje. W życie tych polonijnych ośrodków były zaangażowane całe rodziny.

Emigracja lat 80./wczesnych 90. to ludzie, którzy przyjechali do Australii szukając wolności i przestrzeni do działania. Byli to ludzie przedsiębiorczy, którym udało się zazwyczaj osiągnąć sukcesy życiowe i zawodowe. Część działała lub działa prężnie w środowiskach polonijnych. Niestety część dzieci tej fali emigracji bardzo szybko zasymilowała się ze społeczeństwem australijskim i już nie za bardzo chce się angażować w życie polonijne.

Obecna emigracja jest zbyt mała, aby móc wywrzeć podobny wpływ jaki odniosły emigracje lat 50./60. oraz 80./90. Młodzi Polacy, bardzo często specjaliści, przyjeżdżają tutaj na zawód. Czasami na kontrakty, przez co nie wiedzą czy ostatecznie zdecydują się na pozostanie w Australii czy na powrót do Polski lub na emigrację do innego kraju. Nie mają też zbyt dużo wolnego czasu, bo praca którą wykonują jest czasochłonna, a oczekiwania pracodawców są wysokie. Poza tym, nie tęsknią tak bardzo za Polską i polskością, bo kontakty z rodziną i ze znajomymi są bezproblemowe, a dzięki internetowi są ze wszelkimi aktualnościami na bieżąco.

PP: Z jakimi wyzwaniami według Pana mierzy się lub będzie musiała zmierzyć się Polonia australijska?

ZB: Polonia jest podzielona z różnych powodów. Chyba najpoważniejszym są kwestie polityczne przez co ludzie unikają siebie, unikają kontaktów międzyludzkich. W pracy nie tylko społecznej, ale także we wszelkiej formie współpracy najważniejszy powinien być człowiek i jego potrzeby, a nie to jakie wyznaje poglądy i w co wierzy. Budowanie i utrzymywanie kontaktów w środowisku polonijnym to pierwsze wyzwanie jakie widzę.

Brakuje nam nowych osób do współpracy, chcących poświęcić swój wolny czas na rzecz budowania wspólnego dobra i pragnących pielęgnować polskie wartości. Pragnąłbym, aby rodzice częściej przyprowadzali swoje dzieci do polskich szkół, posyłali je na zajęcia do zespołów tanecznych czy na spotkania harcerstwa. Tylko przez stały kontakt z polską kulturą i polskimi tradycjami ich dzieci będą umiały pielęgnować polskość w swoim życiu i wśród przyszłych pokoleń. Ciągle wierzę też w ludzi z emigracji lat 80./90. To byli i są ludzie przedsiębiorczy, zaradni, wciąż młodzi – warto by swoimi umiejętnościami wsparli działające ośrodki polonijne – Domy Polskie.

Myślę, że wiele innych społeczności etnicznych boryka się z podobnymi problemami – wyzwaniami. Co jakiś czas słyszy się o zamykaniu kolejnych ośrodków etnicznych z powodu wymierania działaczy społecznych. Dla przykładu Włosi zamknęli swój ośrodek we Frankston, zaś Grecy – w Carrum Downs.

PP: Co według Pana dały i dają Australii społeczności etniczne?

ZB: Australia to kraj zbudowany z różnych narodowości, które na przestrzeni lat pięknie się zasymilowały. Inne kraje powinny brać przykład z Australii jak można pielęgnować i rozwijać wielokulturowość. Ważne jest, aby potomkowie emigrantów pragnęli podtrzymywać wartości kultur swoich przodków. Tylko w ten sposób Australia zachowa swoją unikatowość, wielokulturowość.

Z politykami federalnymi. Od lewej: Alan Tudge, Zygmunt Bieliński i Josh Frydenberg
Zygmunt Bieliński i były Premier Australii Tony Abbott

Szczególne miejsce w histori Australii odegrały narody europejskie. Wspomnę np. społeczności włoską i grecką, które wniosły wielki wkład w rozwój infrastrukturalny i kulturowy Melbourne. Włoscy i greccy emigrancji pracowali na farmach, budowali drogi i budynki, rozwinęli przemysł gastronomiczny. Wnieśli koloryt do miasta. Również Polacy wnieśli duży wkład zarówno jeśli chodzi o osiągnięcia gospodarcze, kulturalne czy też inne dziedziny życia. Polacy są doceniani przez władze australijskie.

PP: Dziękuję za rozmowę i podzielenie się swoją historią.

ZB: Dziękuję.

Rozmawiała Justyna Tarnowska.

Zygmunt Bieliński OAM – Prezes Stowarzyszenia Polaków Wschodnich Dzielnic Melbourne w latach 2006-2018 i w nowej kadencji 2021-2022. Laureat wyróżnień polskich i australijskich:
2010 – Victoria Day Awards za pracę społeczną
2010 – Victorian Multicultural Awards for Excellence od Gubernatora Wiktorii
2012 – medal za pracę społeczną od Rady Naczelnej Polonii Australijskiej
2016 – Złoty Krzyż Zasługi od Prezydenta RP
2019 – Order of Australia Medal za wkład w pracę na rzecz społeczności polskiej w Australii

Zdjęcie z miniatury: Zygmunt Bieliński z aktorem Cezarym Żakiem.