Dwa języki – dwie kultury? – Dr Piotr Kipka

Last Updated on

Już sam tytuł wiekopomnego dzieła Mikołaja Kopernika „Nicolai Copernici Torinensis De revolutionibus orbium coelestium” kojarzy się czytelnikowi z dwujęzycznością: polski astronom z Torunia pisze po łacinie. Nie powinno dziwić nas to, że światowej sławy naukowiec komunikował się ze swymi rówieśnikami używając międzynarodowego języka nauki. Łacina przez wieki stanowiła bardzo pożyteczną więź pomiędzy inteligencją poszczególnych narodów europejskich. Była językiem uniwersyteckich wykładów i uczonych ksiąg. Ale skąd zarazem to patriotyczne przywiązanie do Torunia? Zastanówmy się: czy wielojęzyczny Kopernik może być przykładem dla przeciętnego emigranta na antypodach? Czy raczej młodemu pokoleniu nie starczy dzisiaj dobra znajomość angielskiego – języka międzynarodowego naszych czasów?

W roku 2014 obchodzimy 60 lat nieprzerwanej działalności Polskiej Szkoły Sobotniej im. Mikołaja Kopernika w St. Albans (zachodnia dzielnica miasta Melbourne, stolicy stanu Wiktoria w Australii). Na emigracji, „polska szkoła” to dosyć specyficzne, osobliwe pojęcie. Nie chodzi tu zazwyczaj o szkolny gmach czy inny budynek. „Polska szkoła” to lekcje i zajęcia: lekcje języka polskiego oraz zajęcia w języku polskim prowadzone (najczęściej) w soboty. Od poniedziałku do piątku dzieci w Australii uczęszczają do „normalnej” szkoły australijskiej, więc sobotnia szkoła to dodatkowe godziny nauki. Lekcje tam pogłębiają znajomość języka rodziców; zajęcia zaś przybliżają kulturę polską. Niekiedy słyszy się określenie „szkoła przedmiotów ojczystych”. Nauczanie w polskiej szkole można najtrafniej scharakteryzować jako praca społeczna, prowadzona przez pasjonatów.

Skąd się wzięli? Dalej, jakim sposobem nakłaniają kolejne pokolenia do dodatkowych sobotnich obowiązków? Na pewno nie sprzyja temu ogólnoaustralijskie podejście do życia, streszczone w nagminnym powiedzonku „take it easy”. Wręcz przeciwnie: 60 lat polskiej szkoły to 60 lat pokonywania poważnych barier i trudności, z których pierwsza to rozpowszechnione przekonanie, że w Australii wystarczy język angielski. Przecież niemal cały świat obecnie uczy się angielskiego, więc angielski dzisiaj to najdoskonalszy klucz do komunikacji międzynarodowej. Co więcej, kto już zna angielski, zamiast uczyć się języków ma więcej czasu na relaks, rozrywki i odprężenie się w dobie powszechnego zestresowania. Nie jest to łatwa bariera to pokonania, ale tuż za nią przychodzi następna: tradycyjnie nauczanie języków obcych w szkołach australijskich rozpoczyna się dopiero w siódmej klasie. Naukę języków bowiem uważa się za bardzo skomplikowaną sprawę, zbyt zaawansowaną dla maluchów. A wyniki nauczania tych języków w australijskich gimnazjach na ogół nie osiągają wysokich poziomów (np. po kilkuletniej nauce francuskiego, wielu uczniów nadal nie potrafi wymienić nawet kilku zdań z Francuzem), co niestety rzekomo potwierdza mniemanie o trudności nauki języka obcego.

Oczywiście, dla rzeczoznawców powyżej streszczone podejście australijskie to wierutny absurd. W wielu krajach europejskich, przeciętne dziecko nadal uczy się kilku języków obcych, a dzieci wychowane w środowiskach wielojęzycznych najczęściej nie mają pod tym względem większych kłopotów. Przez dziesięciolecia emigrujący do Australii z krajów nieanglojęzycznych przybywali ze świadomością o korzyściach wielojęzyczności. Zakładano więc szkoły sobotnie. Większość z nich jednak nie przetrwała na dłuższą metę: powyższe bariery okazały się zbyt wysokie do pokonania. Ciekawe jednak, że zanikła większość szkół włoskich podczas gdy wiele szkół greckich przetrwało. Widać tutaj działanie następnego czynnika: narodowości się różnią nie tylko językowo, ale pod względem kultury. Są kultury, dla których język jest jedną z wartości podstawowych. Do takich według Jerzego Smolicza zalicza się kulturę polską, co na pewno pomogło przy przezwyciężaniu niejednej trudności.

Zanim jednak zastanowimy się głębiej nad rolą polskiej kultury, warto jeszcze dodać kilka dalszych obserwacji o językach. Pierwsza to ścisła więź pomiędzy kulturą a językiem, więź niestety do niedawna w Australii raczej niedoceniana. Druga to po prostu normalność wielojęzyczności. Przed rokiem 1788, przeciętny Australijczyk (Aborygen) musiał znać więcej niż jeden język, gdyż niezbyt urodzajna ziemia zmuszała plemiona do ustawicznego wędrowania, a więc do kontaktu z innymi plemionami. Za naszych czasów, dla dzieci z rodzin aborygeńskich zachowujących życie tradycyjne, angielski to dopiero trzeci lub czwarty język. Sytuacja w Afryce czy Azji jest często podobna. Tylko anglosasi – mądrale nie zdają sobie sprawy z tego, że znajomość tylko jednego języka jest, jednym słowem, anormalnością.

Walka z tym, co australijski językoznawca Michael Clyne określił jako mentalność jednojęzyczna (the monolingual mindset) trwała przez cały wiek dwudziesty. Dopiero w dwudziestym pierwszym wieku widać odrobinę poprawy. Tak na przykład, rząd stanu Wiktoria opublikował w roku 2011 „Vision for languages education” – od roku 2015, w zerówce ma obowiązywać nauka języka obcego. Do roku 2025, przewiduje się,że każdy uczeń do klasy dziesiątej będzie uczył się języków. Stoimy u progu znacznej zmiany, chociaż jeszcze nie wiadomo, do jakiego stopnia plany zostaną zrealizowane. Niemniej jednak zostały sformułowane – co już wskazuje na zmianę mentalności. Przyczyniły się do tego wywody uniwersyteckich profesorów, ale przyczynił się też praktyczny przykład szkół sobotnich. Niektóre narodowości przebrnęły przez marazm miernoty, pokazując jawnie, iż nieaborygeńskie dzieci w Australii też potrafią się nauczyć więcej niż jednego języka. Nie miejsce tutaj na dokładne przedstawienie wyżej wymienionych argumentów z wyższych uczelni.

O badaniach wskazujących na to, że mózg człowieka potrzebuje więcej niż jednego języka by sprawnie funkcjonować, czy na to, że demencja u jędnojęzycznych pojawia się znacznie wcześniej (przeciętnie 4,5 roku) można dowiedzieć się dzisiaj dnia nawet z poważniejszej prasy lub stron internetowych. Nie trzeba już sięgać po fachowe czasopisma naukowe. Jednak bez praktycznego przykładu szkół etnicznych, argumentacja profesorska nie przemawiała do przeciętnego Australijczyka. Być może, że nadal nie przemawia, chociaż większość parlamentarzystów jest już przekonana.

Wspominając o szkołach etnicznych, można wymienić także kilka szkół polskich, z których garstka działa przez trzy pokolenia. Dlaczego tylko garstka? Trzeba zwrócić uwagę na kolejną barierę do przezwyciężenia: mianowicie, niektóre elementy mentalności Polaka. Chociaż kultura polska ceni język (któż nie zna słów wieszcza: „… Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie; ile cię trzeba cenić…”?), niemniej zbyt często spotkać się można z przeświadczeniem, że języka polskiego można się naprawdę nauczyć tylko w Polsce. Polacy (jak zresztą i inne narodowości) nie zawsze myślą logicznie. Ciekawe, że przytoczony werset, poprzedzony jest słowem nie „Polska”, ale „Litwa”… Ale o „kresach” i o emigracji tak szybko się zapomina – i to z poważną niekorzyścią dla samej Polski. Piszący te słowa, podczas studiów w Massachusetts, sam spotkał się ze stanowczym niedowierzaniem: ktoś kto mówi po polsku to na pewno przyjechał do Ameryki z Polski, a nie gdzieś tam z Australii. Zresztą poczucie wyższości Polaków prosto z Polski można spotkać do dzisiaj i to, o zgrozo, nawet u tych, co powinni wiedzieć lepiej. Przykładowo nadmienić można monografię pt. „Polskość w Australii” Wydawnictwa Uniwersytetu
Jagiellońskiego (2013), gdzie ostro skrytykowano szkoły polskie na antypodach. Zauważono w nich używanie języka „polonijnego” zamiast „polskiego”, nie uwzględniając ogólnie przyjętych badań socjolingwistycznych nt. wariantów środowiskowych i ich ewolucji – a opisano tę sytuację w bardzo specyficznym wariancie naukowym języka polskiego okraszonym licznymi anglicyzmami. Zdarza się, że eksperci których zadaniem jest zachęcać, potrafią zniechęcać.

Tymczasem znajdują się tacy, którzy żyjąc z dala od Polski czynią wszystko co mogą, aby z następnymi pokoleniami dzielić się rodzimą kulturą. Oczywiście w warunkach australijskich, gdzie dzieci na co dzień otoczone są językiem angielskim, podejmują się wymagającego lecz wzniosłego zadania. Znaleźli potwierdzenie dla swojej postawy w pamiętnych słowach Wielkiego (od 1978) Współ-Emigranta, św. Jana Pawła II, który 28. listopada 1986 r. na stadionie MCG nauczał o podwójnej odpowiedzialności: „odpowiedzialność za to z czego wyrastacie, w czym tkwią Wasze korzenie, Waszą tożsamość, a także odpowiedzialność za to w co wrastacie, za Waszą nową Ojczyznę.” Ojciec Święty podkreślił niedwuznacznie: ci co pamiętają swoje korzenie i cenią swoje tradycje są zdolni wzbogacić życie nowego kraju. Przypomniał też słowa Prymasa Tysiąclecia skierowane do młodych XX wieku: zażądają od Was wielkich ofiar.

Zadanie polskiej szkoły rozpoczyna się ale się nie kończy na szlifowaniu wymowy, gramatyki, słownictwa, czytania i pisania. Język polski posiada swoje piękno ale jest też kluczem do skarbca tysiącletniej kultury. A kulturę nie da się przekazywać w sposób mechaniczny, w sposób przelewania wody z czajnika do filiżanki. Kulturą trzeba żyć i kulturę trzeba współtworzyć. Cytując dalsze słowa Jana Pawła II z MCG: „człowiek żyje prawdziwie po ludzku, prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze, a pierwszym zadaniem kultury jest nieustanne odnawianie pamięci człowieka po to, aby mógł podejmować wciąż nowe zadania…” Słowo wstępne zaczęliśmy od znaku zapytania, który teraz warto sprecyzować: czy jedna osoba
naprawdę może być dwukulturowa? Dzieci melbourneńskie otoczone są realiami australijskimi. Wchłaniają je codziennie. Szkoła polska natomiast stara się, aby mogły również czuć się „u siebie” w kulturze polskiej. Niektórzy wątpią, czy to w ogóle możliwe. Wsparciem jednak dla polskiej szkoły w St. Albans to przykład niezapomnianych rodaków: to Jan Paweł nawołujący do tworzenia nowej syntezy i to Mikołaj Kopernik, który zrewolucjonizował światopogląd wykształconych. Być może, że my także jesteśmy wezwani do wypracowania środowiska, które czerpie z najlepszych elementów kultury australijskiej jak i polskiej. W 60-leciu polskiej szkoły w St. Albans można dostrzec zalążki takiej syntezy, choć na pewno i w przyszłości nie zabraknie różnego rodzaju przeszkód i trudności. Pozostaje jednak nadzieja, gdyż historia którą w następnych rozdziałach streścimy pokazuje nie tylko nieustanne borykanie się z przeróżnymi trudnościami, ale również fakt przetrwania i pewnego rodzaju sukcesy.

Dr Piotr Kipka – Lingwista i długoletni nauczyciel polonijny, który zajmuje się językoznawstwem normalnej oraz zaburzonej komunikacji. Po ukończeniu studiów licencjackich z matematyki, lingwistyki i filologii romańskiej, dr Kipka zainteresował się formalnym badaniem języka, podejmując doktorat na MIT. Jego praca doktorska, koncentrująca się na słowiańskim aspekcie i jego implikacjach dla uniwersalnej gramatyki, została podjęta w atmosferze interakcji między Wydziałem Językoznawstwa i Filozofii a Wydziałem Mózgu i Nauk Poznawczych. Wykładał na kilku uniwersytetach w USA i Australii, głównie w zakresie składni, fonetyki, fonologii, morfologii i semantyki formalnej, ale także w zakresie poznania, umiejętności czytania i dydaktyki. Na La Trobe wykłada patologię mowy dla studentów logopedii, a dla studentów audiologii wprowadzanie podstawowych pojęć z zakresu gramatyki, fonetyki i fonologii.

dr Piotr Kipka

Szkoła Polska im. Mikołaja Kopernika obchodzi w tym roku swoje 65-lecie. Impreza jubileuszowa odbędzie się 12 października w Klubie Polskim w Albion.