Bal Mikołajkowy w „Syrenie” | Relacja

W sobotę, 6 grudnia 2025, od samego rana, w Domu Polskim „Syrena” panowało niezwykłe poruszenie. Dzieci siedziały jak na szpilkach, co chwilę zerkały w okna, a tam… zamiast białego puchu spadał deszcz tak uparcie, jakby ktoś na górze postanowił prać wszystkie chmury naraz.

Tymczasem daleko na północy Mikołaj szykował się do drogi – a tu niespodzianka! Przez ten potop nie dało się wyjść… z komina.

Tak, tak! Komin całkowicie zamókł i rozciągnął się tak bardzo, jakby czekał, aż Mikołaj schudnie choć o jeden pieróg. Mikołaj próbował przecisnąć się trzy razy, ale za każdym razem komin sprężynował go z powrotem do kuchni, gdzie renifery chichotały jak niesforne dzieci.

– No pięknie… za moich czasów kominy były bardziej współpracujące – mruknął, otrzepując brodę.

Kiedy wreszcie udało mu się wydostać, zaczęło się pakowanie sań. Renifery dreptały w kółko, Rudolf gubił mapę, a deszcz tak zniekształcił widok chmur, że wszystko wyglądało jak mokra wata cukrowa.

W tym zamieszaniu Mikołaj pomylił jednego z reniferów z… pieskiem Mietkiem, który akurat kręcił się w pobliżu, merdając ogonem jak świąteczny wiatraczek.

Zanim ktokolwiek zauważył pomyłkę, Mietek siedział już w uprzęży, gotów do wielkiej misji, a prawdziwy renifer stał z boku z miną: „Jak to możliwe…?”.

Potem zrobiło się jeszcze weselej – zamiast nad Australię ekipa poleciała nad tropikalne wyspy, bo Rudolf uznał, że błyszczące fale wyglądają jak idealna ścieżka do „Syreny”. Dopiero, gdy fale zaczęły chlapać mu na nos, zorientował się, że coś tu nie gra.

W końcu cała załoga ruszyła w dobrą stronę, choć deszcz był tak gęsty, że Mikołaj musiał sterować saniami niemal na wyczucie. A jego sakwa z prezentami zaczęła lekko bulgotać, bo woda lała się z nieba jak z dziecięcych konewek.

A tym czasem w „Syrenie”? Dzieci czekały dzielnie. Szeptały sobie, że skoro śnieg nie spadł, to może Mikołaj przyjedzie… łodzią? Albo wyskoczy spod stołu? Albo przyjedzie na dmuchanym reniferze?

I nagle… bum! huk! trzask!

Drzwi otworzyły się szeroko, a w nich stanął Mikołaj cały w kroplach deszczu, z brodą nastroszoną jak antena satelitarna, a obok niego dumnie maszerował piesek Mietek, przekonany, że właśnie został Oficjalnym Zwierzęcym Pomocnikiem Świąt.

Dzieci zapiszczały z radości, wybiegły do niego jak małe gwiazdeczki i od razu zaczęły dopytywać, dlaczego zjawia się taki mokry.

Bo kiedy wyrusza się w służbie prezentów, żadna pogoda nie stanowi przeszkody! – powiedział, a wtedy wszyscy wiedzieli, że to był najdzielniejszy i najzabawniejszy Mikołaj, jakiego kiedykolwiek gościła „Syrena”.

Na zakończenie tego bajkowego dnia chcemy podziękować wszystkim, którzy stworzyli tę świąteczną atmosferę: dzieciom, które czekały z uśmiechem i wiarą; rodzicom, którzy dzielnie towarzyszyli im mimo deszczu; Teatrowi „Miniatura”, który ze swoim niepowtarzalnym wdziękiem umiał zaczarować każde spojrzenie; Ośrodkowi „Polana” wraz z Sammer; Sylwii Styczeń, którzy wprowadzili w salę radość, śmiech i ciepło; oraz wszystkim, którzy tego wyjątkowego dnia pomogli, wsparli, przyczynili się, by ten Mikołajowy Bal był wyjątkowy.

Bo choć nie było śniegu, choć chmury miały własne pomysły, to właśnie dzięki Wam – dzieciom, rodzicom i artystom – ten dzień okazał się piękniejszy niż cała skrzynia świątecznych opowieści.

Pełną galerię zobaczycz na FB Domu Polskiego „Syrena” w Rowville.

Źródło: FB Dom Polski Syrena, Rowville
Zdjęcie tytułowe: Spotkanie ze Św. Mikołajem podczas Balu Mikołajkowego, Dom Polski „Syrena” w Rowville, 6.12.2025 (fot. SPWD)