Z harcerskim duchem przez życie – wywiad z Barbarą i Stefanem Janusami

Z cyklu „Wasze historie” prezentujemy wywiad z Barbarą i Stefanem Janusami, wieloletnimi działaczami Hufca ZHP „Podhale” w Melbourne, który w 2025 roku świętuje jubileusz 75-lecia działalności.

Justyna Tarnowska [J.T.]: Jakie były okoliczności przyjazdu Państwa rodzin na antypody?

Stefan Janus [Stefan]: Koniec drugiej wojny światowej zastał moich rodziców w Niemczech, gdzie pracowali przymusowo na gospodarstwie rolnym. Tam się poznali i pobrali. W 1946 roku przyszła na świat moja siostra Irena.

Po wojnie, jak wielu dipisów, moi rodzice nie mieli swojego kraju – do Polski nie mogli wrócić. Mama pochodziła z Borosławki koło Przemyśla, tata z Buska-Zdroju. W 1950 roku zdecydowali się wyjechać do Australii. Początkowo mieszkali w obozie wojskowym w Cowra w Nowej Południowej Walii. Urodziłem się rok po przyjeździe mojej rodziny do Australii.

Po pewnym czasie rodzice i stryj zdecydowali się przenieść do Melbourne, choć większość ich znajomych pojechała do Sydney.

J.T.: Dlaczego do stolicy Wiktorii?

Stefan: Tata i stryj musieli odrabiać kontrakt na kolei. Co jakiś czas mieli wolny weekend. W jeden z nich zdecydowali się pojechać z Cowra do Melbourne, aby zobaczyć miasto. Melbourne bardzo się im spodobało, więc przyjechaliśmy.

J.T.: W której dzielnicy osiedliliście się?

Stefan: W Richmond. W latach 50. i 60. była to robotnicza dzielnica, w której mieściło się wiele fabryk. Moja mama pracowała w fabryce zapałek, a tata spawał metalowe koszyki sklepowe.

Zanim nasza rodzina przeniosła się na swoje, mieszkaliśmy razem z innymi Polakami. W domu kupionym przez rodziców, który mieścił się ulicę dalej, moja rodzina mieszkała tam blisko 70 lat. Moja mama dożyła sędziwego wieku 92, zmarła w 2017 roku.

Barbara Janus [Barbara]: Rodzina mojej mamy mieszkała przed wojną we wsi Jankowice na Białorusi. Stamtąd całą rodziną (rodzice, mama i jej siostry) zostali wywiezieni w 1943 do obozu w Niemczech. Dziadek i wujek pracowali przymusowo w mieście Osnabrück. Po wojnie mama chodziła w obozie do polskiej szkoły i należała do harcerstwa. W sierpniu 1949 roku rodzina mojej mamy wyemigrowała do Australii.

Jak wielu innych polskich dipisów australijski rozdział życia rozpoczęli od obozu w Bonegilli. Potem przeniesiono ich do hostelu dla imigrantów w Broadmeadows, gdzie mama zaczęła prowadzić pierwszą drużynę harcerek.

J.T.: Gdzie pracowali Pani bliscy?

Barbara: Dziadek ze strony mamy pracował przy wyrębie lasów w Gippsland. Wyjeżdżał tam  do pracy na dłuższy czas. W chwili przyjazdu do Australii moja mama miała ok. 16 lat. Krótko chodziła do szkoły, a potem podjęła pracę. Jej trzy siostry uczęszczały do szkoły. W Australii urodził się mój wujek.

J.T.: A jak w Australii znalazł się Pani ojciec?

Barbara: Tata urodził się w Starachowicach w województwie kieleckim. Pod koniec wojny przebywał w wojsku w Niemczech. Stamtąd – podobnie jak mama – przyjechał do Australii w 1949 roku. Towarzyszyli mu koledzy. Jego cała rodzina pozostała w Polsce.

J.T.: Gdzie poznali się Pani rodzice?

Barbara: Na polskiej zabawie tanecznej w Hawthorn. Niedługo potem pobrali się, a ja urodziłam się w 1953 roku.

J.T.: Gdzie osiedliła się Pani rodzina?

Barbara: Rodzice wraz z dziadkami kupili dom w Fawkner. Mieszkaliśmy tam kilka lat. W 1956 roku przenieśliśmy się do  Adelajdy. Podczas naszego czteroletniego pobytu tam przyszła na świat moja siostra Helena.

W 1960 roku, po powrocie do Melbourne rodzice, zamieszkali w dzielnicy Footscray, gdzie otworzyli sklep z puchowymi kołdrami i poduszkami, pościelą oraz sprzętem elektrycznym domowego użytku. W latach 50. czy 60. trudno było w Australii kupić dobrej jakości pierzyny, takie jak były używane w Europie. Przez lata mama sama szyła poszwy i poszewki. Rodzice prowadzili sklep ponad 30 lat.

J.T.: Jak rozwinęła się Wasza droga edukacyjna i zawodowa?

Stefan: Naukę rozpocząłem w szkole mieszczącej się przy kościele św. Ignacego w Richmond, prowadzonej przez księży jezuitów. Po katolickiej szkole średniej studiowałem na Uniwersytecie Monasha, uzyskując tytuł Bachelor of Arts z wyróżnieniem (studia z ekonomii i geografii) i dyplom uprawniający mnie do nauczania w szkole. Studia z zakresu geografii kontynuowałem na Uniwersytecie w Melbourne. Dużym wyróżnieniem było dla mnie zostanie członkiem Royal Geographical Society w Londynie.

50 lat pracy zawodowej związałem ze szkolnictwem australijskim. Uczyłem geografii i ekonomii. Pełniłem również funkcje koordynatora szkoły i zastępcy dyrektora szkoły (Acting Assistant Principal). 45 lat przepracowałem w Melbourne High School.

J.T.: Najmilsze wspomnienia…

Stefan: Spotkania z moimi byłymi uczniami na zjazdach absolwentów i historie o sukcesach, które osiągnęli m.in. w biznesie, prawie, czy medycynie. Niestety niewielu z nich wybrało ścieżkę szkolnictwa. Ale przynajmniej w gabinetach lekarskich jest ich sporo (śmiech).

Mile wspomnienia mam także z wycieczek zagranicznych (m.in. do Wietnamu czy Chin), które jako Acting Assisting Principal organizowałem dla uczniów. Bardzo chciałem, aby ci młodzi ludzie zobaczyli życie w innych krajach. Podczas zjazdów szkolnych wielokrotnie wspominali te wyjazdy jako ciekawe i wzbogacające doświadczenie.

J.T.: Pani Basiu, a jak potoczyły się Pani losy zawodowe?

Barbara: Szkołę rozpoczęłam w Adelajdzie, a od czwartej klasy kontynuowałam naukę w Melbourne. Po szkole średniej – uczęszczałam do szkoły katolickiej w North Melbourne – odbyłam roczny kurs sekretarki, po czym podjęłam pracę w gabinecie lekarza reumatologa, gdzie pracowałam 10 lat.

Po 10-letniej przerwie na pracę mamy i opiekę nad trójką naszych dzieci, do zawodu wróciłam w 1994 roku. Ostatnie dwadzieścia kilka lat przepracowałam w sekretariacie lekarza rodzinnego.

J.T.: Co najbardziej lubiła Pani w swojej pracy?

Barbara: Najbardziej ceniłam kontakt z ludźmi. Ich wdzięczność za udzieloną pomoc. Lubiłam jak w pracy dużo się działo, bo wtedy praca szła szybciej i lepiej. Dzień roboczy był długi, bo trwał od 8 rano do 5 po południu, a czasami nawet dłużej.

J.T.: Kiedy i jak rozpoczęliście życie polonijne?

Stefan: Jak osiedliliśmy się w Richmond, mieszkało tam z 4-5 polskich rodzin. Miejscem spotkań społeczności polonijnej był Kościół św. Ignacego i Dom Solidacyjny na Clifton Street. Uczęszczałem tam do polskiej szkółki, którą z czasem przeniesiono do nowo kupionego Domu Polskiego im. Tadeusza Kościuszki na La Trobe Street w Melbourne.

W 1958 roku, czyli w wieku 7 lat, dołączyłem do 1. Drużyny Męskiej ZHP „Podhale”. Zbiórki odbywały się po szkole polskiej w Richmond. W tamtych latach nie było jeszcze skrzatów i zuchów, więc w drużynie byliśmy z kolegą najmłodszymi harcerzami.

Bycie najmłodszym miało także swoją zaletę. Jak wydawano rozkaz ustawienia się w rzędzie, doskonale wiedzieliśmy, gdzie jest nasze miejsce – na samym końcu szeregu.

J.T.: Jak wyglądała Pana harcerska ścieżka rozwoju?

Stefan: W wieku 16 lat stworzyłem 16. Drużynę Wędrowników w Wiktorii. Nasza drużyna spotykała się w Richmond. Przez 11 lat (1969–1980) pełniłem funkcję hufcowego Hufca Męskiego. Po powrocie z Polski pełniłem różne funkcje w „Podhalu”. 

W 1983 roku zostałem wybrany Przewodniczącym Okręgu Australii – funkcję tę sprawowałem przez 13 lat[1]. W latach 90. Okręg Australii był prawie dwukrotnie większy niż jest obecnie. Pod egidą hufca „Podhale” w Wiktorii funkcjonowały jeszcze dwie samodzielne drużyny w miastach Geelong i Ballarat. W Adelajdzie działał hufiec „Mazowsze”, w Brisbane – hufiec „Pomorze”, w Sydney – hufiec „Kraków-Polesie”. Samodzielne ośrodki harcerskie mieliśmy także w Canberze i na Tasmanii („Pieniny”).

Organizowałem zloty i wyjazdy harcerskie. Czterokrotnie uczestniczyłem w spotkaniach naczelnictwa ZHP w Londynie, reprezentując harcerstwo w Australii.

W 1986 roku zostałem mianowany przez Naczelnika na harcmistrza, czyli najwyższy stopień instruktorski. Był to dla mnie szczególny moment, ponieważ byłem pierwszym harcmistrzem urodzonym w Australii.

W 1994 roku wraz z czterdziestoma przedstawicielami harcerstwa w Australii wziąłem udział – w roli zastępcy komendanta – w V Światowym Zlocie ZHP „Dziedzictwo” w Clumber Park w Wielkiej Brytanii. Podczas Zlotu odbyło się Walne Zebranie naczelnictwa, na którym zostałem wybrany na funkcję II Wiceprzewodniczącego światowej organizacji ZHP PGK[2], którą sprawowałem wraz z druhem Szwagrzakiem (przewodniczącym ZHP PGK) i druhną Stanowicz (I Wiceprzewodniczącą). Oboje pochodzilili z Londynu.

Po ustąpieniu z funkcji przewodniczącego Okręgu Australii, w 1996 roku dołączyłem jako członek do Obwodu Wiktoria. Przez parę byłam przewodniczącym Obwodu Wiktoria. W kolejnych latach powróciłem do Zarządu Okręgu Australii, pełniąc rolę skarbnika. Po 12 latach ustąpiłem z tej funkcji, widząc duże grono młodych instruktorów, którzy mogliby doskonale spełnić się w tej roli. Aktualnie pozostaję w roli członka Zarządu Okręgu Australia.

Jeśli wierzy się w misję harcerstwa, jeśli wierzy się w wartość przekazywania młodemu pokoleniu polskiej kultury i języka to trudno się odłączyć.

J.T.: Czy należał Pan także do innych organizacji?

Stefan: Owszem. Należałem także do Zespołu Pieśni i Tańca „Polonez” oraz Chóru „Syrena” (gdzie byłem najmłodszym chórzystą). W latach 1973–1980 byłem zaangażowany w prace Komitetu Organizacyjnego Festiwalu Pieśni Religijnej „Sacrosong”, w którym wystąpił również jako artysta. Od drugiej połowy lat 70. należę jako członek do Polskiego Klubu Narciarskiego PolSki.

J.T.: Co dało Panu członkostwo w „Polonezie” i „Podhalu”?

Stefan: Mnie, a także wielu innym osobom z mojego pokolenia, harcerstwo i zespół taneczny pozwoliły nie tylko dowiedzieć się więcej o polskiej kulturze, ale także zwiedzić Australię.

Nasza rodzina żyła na dobrym poziomie, na wszystko starczało, ale nie mogliśmy pozwolił sobie na dłuższe rodzinne wakacje. Biorąc udział w zlotach harcerskich, koncertach i festiwalach kulturalnych mogłem pojechać zarówno do wszystkich stanów, jak i odwiedziedzić wiele urokliwych zakątków Australii.

Udział w życiu polonijnym dał mi możliwość poznać wielu ludzi, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakty.

J.T.: Pani Basiu, kiedy włączyła się Pani w życie polonijne?

Barbara: Pierwszym miejscem kontaktu z Polonią był dla mnie sklep moich rodziców. Każdego dnia można było spotkać w nim wielu Polaków i porozmawiać z nimi.

Chodziłam do – dość dużej w tamtych czasach – Polskiej Szkoły w Yarraville. Po szkole co miesiąc organizowane były zbiórki drużyny harcerek. Podobnie jak mąż byłam także związana z Zespołem „Polonez”, działałam w Komitecie Organizacyjnym „Sacrosongu” oraz byłam członkiem Polskiego Klubu Narciarskiego PolSki.

Moje najlepsze koleżanki i moi najlepsi koledzy są Polakami. Część z nich dane było mi poznać właśnie w „Podhalu” i „Polonezie”. Wciąż utrzymujemy bliskie relacje.

J.T.: Jak wyglądała Pani harcerska ścieżka rozwoju?

Barbara: Przygodę z harcerstwem rozpoczęłam od zuchów, do których należałam z moimi braćmi, Markiem i Pawłem. Zbiórki odbywały się raz w miesiącu w Domu Solidacyjnym w Richmond. Pamiętam, że do Richmond jeździliśmy pociągiem. Po drodze wsiadały kolejne rodziny m.in. Piskozubowie, Chwasty. Zanim dojechaliśmy do Richmond to była już połowa gromady.

Zbiórki drużyny harcerek organizowane były również raz w miesiącu, ale już w innej lokalizacji – St Augustine’s Catholic Primary School w Yarraville – gdzie również odbywały się polskie msze. Jak w 1969 wybudowano Dom Polski „Millenium” w Footscray przeniesiono tam zarówno szkołę polską, jak i zbiórki harcerskie.

W wieku 15-16 lat zostałam wędrowniczką, a w wieku 18 lat – przewodniczką-instruktorką. Wtedy również jako drużynowa prowadziłam 8. Drużynę Harcerek w Yarraville/Footscray.

Pełniłam także funkcje: skarbniczki hufca, hufcowej (1983–1984), referenta ZHP „Podhale” w Melbourne w Ethnic Scouts and Guide Association of Victoria[3] (od 1982), koordynatora administracyjnego Obwodu Wiktoria (od 2010) i przewodniczącej Obwodu Wiktorii (2013–2024).

J.T.: Czy Pani rodzeństwo również zaangażowało się w życie polonijne?

Barbara: Na początku tak. Chodzili do polskiej szkoły i na zbiórki harcerskie. Niestety z czasem odłączyli się od polskich organizacji. Ich małżonkowie są Australijczykami.

Za to moi rodzice byli bardzo oddani Polonii. Mama, Maria Życińska, była drużynową w  „Podhale”. Do dzisiaj jest dalej członkiem harcerstwa. Ponadto aktywnie działała w Polskim  Komitecie Kościelnym w Richmond. Była zaangażowana w akcję „Help Poland Live” (lata 80.). Pełniła funkcję skarbnika w Towarzystwie Muzycznym im. Fryderyka Chopina w Wiktorii. Od lat jest członkinią Towarzystwa Polskiej Kultury w Wiktorii.

Zaś tata był członkiem SPK Koła nr 3 w Melbourne oraz grupy wsparcia i wymiany doświadczeń dla polskich bizmesenów (lata 70.). Wspierał Klub Sportowy „Polonia” a także inne organizacje i inicjatywy.

J.T.: Gdzie się Państwo poznaliście?

Barbara: Pomimo tego, że oboje od wczesnych lat należeliśmy do harcerstwa, nasze drużyny miały zbiórki w różnych lokalizacjach, stąd nie dane było nam się poznać w harcerstwie.

Spotkaliśmy się w „Polonezie”, którego próby odbywały się w Domu Polskim im. Tadeusza Kościuszki w Melbourne. Ślub wzięliśmy w Kościele św. Ignacego w Richmond w 1976 roku.

J.T.: Macie Państwo troje dzieci. Czy udało się Wam zaszczepić w nich bakcyla polskości?

Barbara: Nasza najstarsza córka Ewa do 4. roku życia mówiła tylko po polsku. Mając 10 lat wraz z moimi rodzicami pojechała do Polski. Ten pobyt pozwolił jej rozwinąć umiejętności językowe.

Druga córka, Laura, uczęszczała już do australijskiej grupy zabawowej i przedszkola. Laura rozumiała po polsku, ale raczej nie mówiła w tym języku. Była trochę nieśmiała.

Obie córki chodziły do polskiej szkoły i należały do harcerstwa (zuchy i harcerze). Po pewnym czasie zrezygnowały jednak z tych aktywności i nieco oddaliły się od polskości.

Syn Marek, nasze najmłodsze dziecko, w zasadzie nie chodził ani do polskiej szkoły ani do harcerstwa.

Stefan: Niestety nasze dzieci nie uczestniczą w życiu organizacji polonijnych. Jak były małe to oczywiście w domu uczyliśmy ich historii Polski i polskich tradycji, które do dzisiaj kultywują chociażby podczas Świąt Bożego Narodzenia.

Barbara: Zięciowie są Australijczykami, jeden z nich ma pochodzenie hinduskie. Rodzice synowej są pochodzenia polskiego i rosyjskiego, czyli w jednej czwartej jest Polką. Babcia synowej, która była Polką, grała na organach na polskich mszach świętych, które ks. Słowik co miesiąc odprawiał dla społeczności polonijnej w kościele w Benalli.

Stefan: Pamiętam spotkanie z teściem mojego syna. Rozmawialiśmy o piwie. Mówię do niego: Wiktor, smakuje mi „Kozjosko” Lager. A on: Stefan, to chyba Kościuszko Lager. (śmiech)

J.T.: A wnuki interesują się Polską?

Barbara: Na razie nie są zbytnio zainteresowani polską kulturą. Może to się zmieni w przyszłości.

Stefan: Zachęcałem męża Laury, aby przybliżali dziecku zarówno polską, jak i hinduską kulturę. Inicjatywa rodziców w tym zakresie jest ważna.

J.T.: Powróćmy do harcerstwa: przed jakimi wyzwaniami stało ono w pierwszych latach działalności, a przed jakimi wyzwaniami stoi obecnie?

Barbara: Po wojnie ludzie nie mieli nic, żyjąc w obozach próbowali pielęgnować polskość w Australii. Chcieli odtworzyć życie kulturalno-społeczne Polonii w całej jego różnorodności. Dlatego też powstawały organizacje, zespoły, chóry, szkoły. Polska diaspora musiała pracować, aby utrzymać polskość.

Obecnie czasy są inne. Nowo przybyli do Australii emigranci inaczej postrzegają Polskę i nie muszą tak bardzo pielęgnować polskości, bowiem jest ona na wyciągnięcie ręki. Mogą swobodnie pojechać do Polski na miesięczny urlop. Wyzwaniem stało się namówienie rodziców/dziadków, aby wysyłali swoje dzieci/wnuki do harcerstwa lub do innej polonijnej organizacji działającej lokalnie.

Moja mama była silnie przywiązana do Polski. Doceniała jednak fakt, że Australia dała jej dom i życie. Miejsce, gdzie mogła wzrastać jej rodzina. Pomimo zaawansowanego wieku, 92 lat, wciąż jest aktywna w środowisku polonijnym.

Podzielę się jedną rodzinną historią. Na 70-lecie przybycia mojej rodziny do Australii zorganizowaliśmy obiad. Moi kuzyni zostali wychowani w kulturze australijskiej, bo ich ojcowie są Australijczykami. Jeden wujek jest Włochem. W dzieciństwie mieli znikomy kontakt z polskością. Teraz, po latach, gdy są już dorośli, to ciągnie ich do polskości. Chcą poznać swoje polskie korzenie, z którego są dumni.

Myślę, że po latach wiele osób – podobnie do moich kuzynów – próbuje szukać swoich korzeni.

Stefan: Obecnie harcerstwo nie jest  aż takie popularne jak kiedyś. Harcerstwo nie jest dla każdego, ale kto do nas dołącza jest bardzo zadowolony.

Sprawę przekazywania polskości utrudnia fakt, że młodzież i ich rodzice skłaniają się bardziej do życia w australijskiej kulturze. Harcerstwo w jakimś stopniu ocala polskość i przekazuje dalej język, kulturę i historię. Zgodnie z najnowszymi wytycznymi, zbiórki prowadzone są w dwóch (lokalnych) językach, aby lepiej wyjaśnić złożoność historii Polski i polskich tradycji.

Barbara: Wśród skrzatów i zuchów mamy całkiem dużo dzieci z rodzin mieszanych kulturowo. Stąd ważne jest, aby komunikować się w dwóch językach, starać się tłumaczyć z polskiego na angielski.

J.T.: Czy osoby przystępujące do harcerstwa znają polską kulturę i historię?

Stefan: Jeśli chodzi o kulturę to wiele dzieci i młodzieży ma o niej przynajmniej podstawową wiedzę. Trudniej jest z historią Polski – nie każdy nowicjusz zna ją i rozumie. Jako polskie harcerstwo mamy obowiązek edukowania naszych podopiecznych. Nauka tradycji i kultury wkomponowana jest w proces nabywania poszczególnych sprawności.

J.T.: Harcerstwo ma określoną strukturę. Proszę o niej opowiedzieć.

Stefan: Harcerstwo w Australii (ZHP Okręg Australia) składa się z czterech sekcji: Harcerek, Harcerzy, Koła Przyjaciół Harcerstwa (KPH) oraz Kręgu Starszoharcerstwa – przy czym obecnie Krąg Starszoharcerstwa w Australii nie funkcjonuje. Całość działalności koordynuje Zarząd Okręgu, który administruje pracą harcerstwa w całym kraju oraz reprezentuje je w środowisku polonijnym i australijskim.

Zarząd Okręgu liczy zazwyczaj dziewięciu członków starszej kadry kierowniczej, wybieranych na dwuletnią kadencję podczas Zjazdu Wyborczego. W jego skład wchodzą: przewodniczący, wiceprzewodniczący, sekretarz, skarbnik, komendantka Chorągwi Harcerek, komendant Chorągwi Harcerzy oraz trzech członków generalnych. Komendanci chorągwi odpowiadają m.in. za programy wychowawcze i szkolenia instruktorskie.

Geograficznie Okręg Australia podzielony jest na trzy obwody: „Podhale” w Wiktorii, „Kraków–Polesie” w Nowej Południowej Walii oraz „Pomorze” w Queensland. Każdy obwód ma swojego przewodniczącego lub przewodniczącą, a jego struktura jest zbliżona do struktury okręgu. W ramach obwodów działają hufce męskie i żeńskie, prowadzone przez hufcowych wyznaczanych przez komendantów chorągwi. Hufce obejmują drużyny, a te z kolei dzielą się na zastępy.

Istotną rolę w działalności harcerstwa odgrywają Koła Przyjaciół Harcerstwa – aktywne grupy rodziców i sympatyków, które na wiele sposobów wspierają hufce w realizacji programów wychowawczych i szkoleniowych. Struktura harcerstwa ma charakter demokratyczny: Walne Zebrania odbywają się co roku, a wybory na kluczowe funkcje organizacyjne przeprowadzane są co dwa lata.

Barbara: W harcerstwie funkcjonuje wyraźny podział na grupy wiekowe, czyli poziomy metodyczne: skrzaty (4–6 lat), zuchy (7–10 lat), harcerze i harcerki (11–15 lat) oraz wędrownicy i wędrowniczki (powyżej 15. roku życia). Członkowie organizacji rozwijają się stopniowo, zdobywając kolejne stopnie instruktorskie: przewodnik/przewodniczka, podharcmistrz/podharcmistrzyni oraz harcmistrz/harcmistrzyni.

Wraz z rozwojem doświadczenia i umiejętności harcerze obejmują różne funkcje – od szeregowego, przez zastępowego i drużynowego, po hufcowego oraz komendanta lub komendantkę chorągwi. Najwyższe rangą są pozycje naczelnika i naczelniczki. System ten pozwala na naturalne „wspinanie się po drabinie” odpowiedzialności i przygotowuje do pełnienia ról przywódczych w strukturach organizacji.

J.T.: Czy rozwijanie umiejętności i zdobywanie kolejnych stopni jest atrakcyjne dla dzieci i młodzieży?

Stefan: Kiedyś owszem tak było. Obecnie – niezależnie czy mówimy o polskim czy australijskim harcerstwie – bywa z tym różnie. Harcerstwo nie jest już tak liczne, jak kiedyś. Wyjazdy na kempiningi czy zloty nie są atrakcyjne dla każdego młodego człowieka. Do wyboru mają przecież wiele innych ciekawych aktywności.

Polskie harcerstwo w Australii trzyma się całkiem nieźle. Jesteśmy zadowoleni obserwując stopniowy wzrost zainteresowania harcerstwem w Wiktorii, dzięki zaangażowaniu i poświęceniu naszych instruktorów i liderów. Harcerstwo rozwija się w nowych lokalizacjach – w 2025 utworzono nowe drużyny w Albion, a drużyny w Rowville i South Melbourne pozyskały nowych członków.

Zapoznaj się z ofertą ZHP „Podhale” Melbourne na stronie internetowej hufca i fejsbukowym fanpejdżu.

J.T.: Czego uczy harcerstwo?

Barbara: Doskonalenia umiejętności. Przechodząc ścieżkę przez różne stopnie harcerskie, doskonalimy się i zdobywamy ważne życiowe umiejętności. Uczymy się pełnić różne role: członka grupy, przywódcy, organizatora, kwatermistrza itp. Uczymy się służyć i pomagać, a także doceniać swoje i innych osiągnięcia.

Stefan: Celem harcerstwa jest to aby być wartościowym człowiekiem i pomagać innym niezależnie od tego, gdzie działamy. Okręg ZHP Australia liczy 300 członków. To oczywiste, że nie ma miejsca dla 300 przewodniczących Okręgu/Obwodu czy drużynowych. Celem harcerstwa jest stworzyć człowieka, który może sprawdzić się w różnych rolach i będzie mógł tę wiedzę nieść w życiu dorosłym – zawodowym i społecznym.

Tłumaczymy młodzieży, że mogą pełnić rolę liderów nie tylko w harcerstwie. Byli harcerze i byłe harcerki wspaniale działają na rzecz innych organizacji, w tym polonijnych.

Myślę, że polskie harcerstwo w Australii jest wspaniałym przykładem dla innych organizacji polonijnych, jak pielęgnować polskość i przekazywać ją kolejnym pokoleniom, jak kształcić aktywnych młodych ludzi, i wreszcie – jak wspólnie pracować na rzecz Polonii.

J.T.: Państwa najmilsze wspomnienia związane z harcerstwem to…

Stefan: Spotkanie Polonii z Janem Pawłem II podczas jego pielgrzymki do Australii w 1986 roku. Wielu przedstawicieli Polonii australijskiej zebrało się na stadionie MCG w Melbourne, aby spotkać się z Ojcem Świętym. Pełniłem wtedy funkcję Przewodniczącego Okręgu Australii. Niezwykle wzruszające było jak nasza społeczność harcerska wyszła na boisko, aby powitać Papieża. Ojciec Święty powiedział do nas: „Nie zapominajcie o Waszej polskości, że jesteście Polakami. Wspierajcie Polskę i polskość. Macie obowiązek, aby być wdzięczni dla tego kraju, który dał Wam nowy dom.”

Słowa te uzmysłowiły mi, że nie możemy rozróżniać, kto jest jakiej narodowości. Powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy polskimi Australijczykami. Do dzisiaj o tym pamiętam.

Barbara: Dla mnie najmilszym wspomnieniem było poświęcenie Polskiego Sanktuarium Maryjnego w Essendon w 1973 roku. Kardynał Karol Wojtyła chętnie rozmawiał wtedy z naszą harcerską wspólnotą. Pamiętam, że stałam dumnie przy sztandarze wraz z dwoma innymi instruktorkami. Chyba każdy z nas czuł, że ta chwila jest historyczna.

Kardynała Wojtyłę zobaczyliśmy jeszcze kilka dni później podczas święcenia naszych dwóch polskich kapłanów: ks. Wiesława Słowika i ks. Leonarda Kiesha.

W mojej pamięci utkwił także Zlot 60-lecia ZHP na Hindmarsh Island w Południowej Australii. Pamiętam to poczucie wspólnotowości – wielkiej polskiej rodziny ZHP!

Stefan: W tym roku ZHP „Podhale” w Melbourne świętuje 75-lecie swojej działalności. Sam przeżyłem z harcerską bracią 65 lat! Był to wspaniały czas. Gdybym miał szansę cofnąć się w czasie to nic bym nie zmienił. Harcerstwo dało mi tak wiele, że mam obowiązek dalej pomagać innym. Przybliżać harcerstwo młodym ludziom, aby mogli doświadczyć tego, czego ja doświadczyłem.

J.T.: Czym jest harcerstwo?

Barbara: Harcerstwo to nie praca ani hobby. Harcerstwo to życie. Ono jest w sercu każdego z nas. Harcerzem jest się, a nie bywa. Jeśli ktoś dołącza do nas, tylko aby uczestniczyć w jakichś aktywnościach, ale nie czuje ducha harcerskiego to często szybko rezygnuje.

Stefan: Zgodnie z harcerską tradycją, każdy młodzik i każda ochotniczka składają przyrzeczenie harcerskie. Otrzymując krzyż harcerski wypowiadamy następujące słowa: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim, być posłusznym Prawu Harcerskiemu”. My w tym żyjemy i to kieruje naszym życiem. Harcerstwo to styl życia – i to staramy się przekazywać młodym ludziom.

Wywiad przeprowadzono 25 sierpnia 2025 roku.

hm. Stefan Janus – urodzony w 1951 w Melbourne. Z wykształcenia nauczyciel i pedagog, przez 50 lat związany z australijskim systemem edukacji. Nauczyciel geografii i ekonomii, koordynator i zastępca dyrektora w Melbourne High School. Aktywny członek Polonii wiktoriańskiej – należał do Zespołu Pieśni i Tańca „Polonez”, Chóru „Syrena”, Polskiego Klubu Narciarskiego Pol-Ski. Członek Komitetu Organizacyjnego Festiwali Pieśni Religijnej „Sacrosong”.

Członek ZHP „Podhale” Melbourne (od 1958): założyciel Drużyny Wędrowników (16. MDW) w Melbourne, Hufcowy Harcerzy „Podhala” (1969–1980), Przewodniczący Obwodu „Podhale”, Przewodniczący Okręgu ZHP Australia (1983–1996), pomysłowcai administrator Funduszu Harcerskiego, Skarbnik Okręgu (2012–2024), administrator i dystrybutor publikacji harcerskich „Na tropie” i „Ognisko” wydawanych w Australii, drugi Zastępca Komendanta na Światowym Zlocie ZHP w Clumber Park w Wielkiej Brytanii, drugi Zastępca-Przewodniczący Światowej Organizacji ZHP PGK (1994–1996).

Odznaczony: Medalem Rady Naczelnej Polonii Australijskiej (2011), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2023).

hm. Barbara Janus (z domu Życińska) – urodzona w 1953 roku w Melbourne. Z wykszałcenia i zawodu sekretarka medyczna. Członkini Zespołu Pieśni i Tańca „Polonez”, ZHP „Podhale” w Melbourne, Polskiego Klubu Narciarskiego Pol-Ski, Komitetu Organizacyjnego Festiwali Pieśni Religijnej „Sacrosong”.

Od dzieciństwa związana z harcerstwem polskim w Wiktorii:  Drużynowa 8. Drużyny Harcerek w Yarraville/Footscray, hufcowa (1984–1985), referentka ZHP „Podhale” przy ESGAV, przewodnicząca i skarbniczka Obwodu Wiktoria (do 2024).

Odznaczona: Medalem Rady Naczelnej Polonii Australijskiej (2016).


[1] Obecnie kandencja przewodniczących Okręgu i Komendantów trwa maksymalnie 6 lat.

[2] PGK – Poza Granicami Kraju

[3] Ethnic Scouts and Guides Association of Victoria (ESGAV) to stowarzyszenie skautowe zrzeszające grupy „wygnane” („exile scouts”) — czyli skautów i przewodniczek, które wyrosły w społecznościach imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej. Do ESGAV należą Estończycy, Łotysze, Litwini, Węgrzy, Ukraińcy, Rosjanie i Polacy.

Zdjęcie tytułowe: grafika własna z wykorzystaniem zdjęcia Barbary i Stefana Janusów.

Zdjęcia załączone do wywiadu pochodzą z archiwum Państwa Janusów.